PDA

Zobacz pełną wersję : "Seksmisja"



Anonymous
28-12-05, 09:58
Patrzajcie no ludzie. Dopiero do mnie dzisiaj dotarło, jaki ten film był przewidujacy.
...Przypomnijcie sobie. W "Seksmisji" kobiety przyjmowały specjalna pigułkę, która zamieniała popęd seksualny, na pęd ku karierze. Krótka refleksja nad dzisiejszymi czasami każe sądzić, że ta wizja wręcz się ziściła.
Różnica tkwi w tym, że nie wystarczy nikogo odciąć od pigułki i problem ten dotyczy tak samo mężczyzn jak i kobiet. No i to, ze Polacy często nie robią kariery, tylko chcą utrzymać się w robocie. To sa różnice. Poza tym jest podobnie.
...Nie wiem czy tylko tak mi się wydaje, ale popatrzcie jak dzisiaj ułożono godziny pracy. Od 9-16 przykładowo. Czyli mamy wycięty cały dzień, odpocząc właściwie nie ma jak i wieczorem chce się tylko paść na twarz.
...A gdyby pracować od piątej rano, to koło 14 przychodzisz do domku i masz jeszcze dzień na to, żeby odpoczać... no i inne takie.
I nie chodzi tu tylko o seks. Chodzi właściwie o wszystko. Dobre domowe jedzenie, dobra i przydługawa książka, dobra muzyka słuchana ot tak (a nie w pracy).

Nie macie podobnego wrażenia?

pyrion
28-12-05, 11:28
Zaczynając pracę o 5 rano wstać trzeba o 4, a czasami wcześniej. Nie jest to więc też dobre rozwiązanie, gdyż nie ma się wolnego wieczoru, ponieważ trzeba przeznaczyć go na sen.
Można położyć się spać później, jakoś przetrzymać w pracy pomagając sobie zapałkami podtrzymującymi powieki, przyjść do domu i także paść ze zmęczenia.

Morfeusz
28-12-05, 12:20
Wydaje mi się, że wszystko zależy od tego jak sobie kto zorganizuje czas. Jeśli dobrze, zawsze znajdzie czas na dobrą książkę... i nie tylko na książkę...

Anonymous
28-12-05, 13:01
O 5tej to przesada, ale zaczynanie dnia tak, aby wstac o 5tej rano jest wg. mnie fajne.

Wieczorem wcale sie wtedy nie pada na pysk. Fizjologia człowieka jednak reguluje pewne sprawy. Co ciekawe, jesli ja sam pośpię dłużej, to wiem, że ani w pracy nic nie zrobie, ani wieczorem nie poszaleję.

Ale to moze byc kwestia osobnicza. Ja jestem ranny ptaszek i już ;-)

jkruza
28-12-05, 13:02
9-16??? Jak ja bym chciał...

wstaję o 7:00, o 8:00 zaczynam pracę o 17:00 kończę (zazwyczaj). W domu jestem koło 17:30 - 18:00 (bo czasem robię zakupy). Żeby nie było, że się obijam w pracy, to powiem Wam, że z tego czasu ok. 45 w sumie przeznaczam na nie-pracę...

I mam jeszcze czas na:

1. zabawę z dzieckiem
2. zabawę z żoną ;-)
3. zrobienie czegoś "dla domu"
4. film / książkę / zrobienie czegoś dla siebie przy komputerze...

Spać idę kolo 23:30, czasem później...

Przyznajcie się lepiej ile czasu spędzacie gapiąc się w telewizor. :-)
Jakieś cztery lata temu pozbyłem się telewizora. I od razu miałem więcej czasu na wszystko. Poprosiłem znajomych, żeby kiedyś policzyli ile czasu spędzają przed telewizorem - wyszło od 2 do 5 godzin dziennie!!!

Joosa, może właśnie tego czasu Ci brakuje? ;-)

Morfeusz
28-12-05, 13:12
Przyznajcie się lepiej ile czasu spędzacie gapiąc się w telewizor.


...wogóle...

Anonymous
28-12-05, 13:15
9-16???

Oj boże, no to przeciez pisże "przykładowo".
Rzecz w tym, ze mimo wszystko godziny pracy przesunęły się z porannych, na takie bardziej całodniowe. Nie wiem czy zauważyliście takie zjawisko.
Ja czasem siedzę w pracy od 7:00-19:00. Bywa i tak. Nie chodzi jednak o to aby się przekomarzac o godziny, i aby całkiem nie miec czasu. Starałam się raczej zwrócić uwagę na mimo wszsytko dominaującą rolę pracy w życiu, czy też na kierunek zmian, jakie sprawiają, że praca stara się w nim dominować.


Przyznajcie się lepiej ile czasu spędzacie gapiąc się w telewizor.

Nawet nie mam TV w domu. Tylko komputer z netem, ale jako że pracuje przy komputerze, to po przyjściu do domu dziękuje za taką rozrywkę.

Dygnitarz
28-12-05, 13:32
Taaa, do niedawna wg umowy pracowałem od poniedziałku do piątku w godzinach 10-18, a w soboty 10-15. W praktyce w firmie trzeba było zjawić się ok. 9:30, a z pracy wychodziło się nie wcześniej niż po 19:00 (po 16 w soboty). Dodając do tego prawie godzinę na dojazd i powrót miałem dzień zajęty od 8:40 do 20:00. Do tego trzeba czasem zrobić zakupy, pouczyć się, bo w co drugi weekend studia. W domu praktycznie nocowałem. Gdybym założył rodzinę to moje dziecko mówiłoby do mnie "proszę pana", a żona sprawiłaby sobie kochanka. Kiedy mam się spotkać ze znajomymi?!
A wszystko to za 1500 netto miesięcznie. To jest chore! Czasem odnoszę wrażenie, iż gdyby człowiek nie potrzebował snu to musiałby pracować o osiem godzin dłużej. Ale kij z tym, młody jestem i w przyszłym roku jadę zwiedzać świat, bo następna taka okazja trafi się, kiedy będę na emeryturze (o ile wcześniej nie zeżre mnie jakiś rak).

Morfeusz
28-12-05, 13:36
1500 netto miesięcznie

To i tak dobrze... nie którzy pracują w takich warunkach nawet albo prawie za połowe... to jest dopiero chore.

rantes
28-12-05, 14:19
Starałam się raczej zwrócić uwagę na mimo wszsytko dominaującą rolę pracy w życiu, czy też na kierunek zmian, jakie sprawiają, że praca stara się w nim dominować.

Moim zdaniem to, o czym napisałaś, to pewien prosty sposób na związanie człowieka z firmą i sprawienie wrażenia, że praca jest całym twoim życiem. Pół biedy, jeśli pracujesz 8 godzin dziennie np. od 8-ej do 16-tej, ale popatrz na - nazwijmy to - "model biznesowy", z 1-2 godzinną przerwą na lunch. To już robi się 10 godzin poza domem. Masakra.

Ja się chociaż cieszę z tego, że o długości pracy w danym dniu decyduję w znacznej mierze sam, ale i tak, jeśli doliczyć po godzince na jazdę do i powrót z, to ze standardowych 8 godzin i tak robi się 10, tylko że bez lunchu ;-P

Jurgi
28-12-05, 21:00
Nawet nie mam TV w domu.

...wogóle...
No proszę, a myślałem, że tyklo ja jestem taki dziwny. :D

Dygnitarz: moja kumpela pracowała do niedawna w pewnym markecie. Formalnie na pół etatu, co daje 4 godziny dziennie. W praktyce było tych godzin do 10 dziennie (nie myśl, że jej za nadgodziny płacili!) i jeszcze musiała grzecznie pytać i prosić, czy może już pójść do domu. Wszystko to za jakieś 400 zł miesięcznie, czy coś koło tego. Poza tym musiała być non-stop pod telefonem, bo np. trzeba coś rozładować, albo akurat zrobiła się dłuższa kolejka... Na dokładkę jest samotną matką z dzieckiem (chorowitym dzieckiem), a znalazła jeszcze czas na szkołe policealną (szacunek... cholernie twarda dziewczyna, chociaż gabarytowo malutka). Inny motyw: jej dojeżdżająca koleżanka z pracy musiała przyjeżdżać o 4 rano, żeby stawić się na czas (sklep otwierają o 8 ). Można by tak długo.
Może to cię pocieszy. :P Ja chętnie wezmę twoją pracę.

konkordpl
28-12-05, 21:08
[quote="jkruza"]Przyznajcie się lepiej ile czasu spędzacie gapiąc się w telewizor. :-)/quote]

Dwie-trzy godzinki. No moze cztery.

Morfeusz
29-12-05, 02:19
Dwie-trzy godzinki. No moze cztery

Ta, zaraz dopisze.. "no nie całe pięć" :lol: