PDA

Zobacz pełną wersję : Związek z ograniczoną odpowiedzialnościa



selena
07-03-07, 20:19
"Miłość nie potrzebuje małżeńskiej obrączki - twierdzą jedni, a inni dodają, że najważniejsze jest, aby to, jaką formę przybierze związek, zaakceptowały obie strony."

http://facet.interia.pl/seks/news/zwiazek-z-ograniczona-odpowiedzialnoscia,878732,2629

Nie widzę nic złego w tym, że jakaś para żyje bez ślubu, najważniejsze jest to że dwoje ludzi się kocha i chce być razem. Jest to niejako przedsionek małżeństwa, sprawdzenie się w różnych sytuacjach i upewnienie się czy potrafią być razem na dobre i złe.

Co sądzicie o takich związkach?

RRybak
07-03-07, 20:30
Do specjalnie religijnych nie należę. Prawdę mówiąc chyba już tylko chrzest mnie łączy z Kościołem. Ale mimo wszystko uważam ślub i małżeństwo za rzecz świętą.
Nie widzę problemu, jeśli ktoś sobie chce mieszkać latami z przyjaciółką/przyjacielem - ich wybór. Jednak odnoszę wrażenie, że to nie jest to. Może to zabrzmi głupio, ale małżeństwo chyba jakoś zobowiązuje..mocniej?? Jak się pokłócisz z takim przyjacielem, to zawsze można odejść. W małżeństwie nie podejmuje się tak pochopnie decyzji o rozwodzie. Poza tym spotkałem przypadki właśnie takich "niepotrzebujących papierka", gdzie nagle ona odchodziła z hasłem "skoro mnie kochałeś, to czemu mi się przez tyle lat nie oświadczyłeś" - zaznaczam - przy początkowej deklaracji właśnie "wolnego" związku. Nie balibyście się, że skoro potrafi żyć z wami "luźno", tzn. że tak naprawdę nie chce się wiązać na lata i w dowolnej chwili może zawrzeć identyczny układ z innym??

Inną sprawą jest chyba podejście urzędowe. Czyli ile spraw można załatwić będąc małżeństwem. Jeszcze inną dzieci - co jak co, ale żyjemy w katolandzie i tzw. "nieślubne" dziecko może nie mieć zbyt prostego życia w przyszłości.

Podsumowując - jest to pewnego rodzaju wolność, ale na mój gust podana w zdecydowanie nieodpowiedzialnej formie.

Jurgi
07-03-07, 20:35
Co kto lubi, lub potrzebuje.
Jedni potrzebują trwałego, sakramentalnego związku, inni papierka nie chcą, sa tacy, dla których nawet wierność to za wiele. Wszystko jest w porządku, dopóki dwoje ludzi (a niech tam czasem więcej) ma podobne potrzeby, dobrowolnie zgadza się na taki układ i nikt nikogo nie oszukuje. Ich prywatna sprawa. Znam takich.
Bo jeśli ktoś kogoś oszukuje, mataczy i nie liczy się z potrzebami i podejściem drugiej osoby… to jest największe świństwo.

kiciaszara
07-03-07, 21:01
Wszystko jest w porządku, dopóki dwoje ludzi (a niech tam czasem więcej) ma podobne potrzeby, dobrowolnie zgadza się na taki układ i nikt nikogo nie oszukuje. Ich prywatna sprawa. Znam takich.

Zgadzam się z Tobą, tak powinno być, ale niestety nie żyjemy w idealnym społeczeństwie. Wszystko jest dobrze póki w takiej "rodzinie" nie dzieje się coś złego, typu choroba czy śmierć, bo wtedy zaczynają się schody. Wszystko co partnerzy zgromadzili wspólnie zaczyna należeć do rodziny tego, który odszedł, do łóżka chorego, również dopuszcza się tylko oficjalną rodzinę itp. itd. To tylko ten bardziej materialny aspekt sprawy, ale są przecież i inne. Decyzję o miejscu pochowania i pogrzebu też podejmuje oficjalna rodzina a ten "partner" nie ma nic do powiedzenia. Nie wiem, może zbyt kocham swojego męża, ale nie chciałabym znaleźć się w sytuacji, w której ktoś inny podejmowałby za mnie dramatyczne decyzje dotyczące Jego przyszłości.
RRybak ma rację, lęk przed związaniem się ślubem jest związany z brakiem poczucia jedności , jakie powinno łączyć ludzi decydujących się na ten krok. Biorąc ślub bieżesz przecież na siebie również obowiązek opieki nad swoją drugą połówką "na dobre i na złe".

selena
07-03-07, 21:14
Z wypowiedzi pani psycholog o takich związkach.

"Młodzi ludzie argumentują coraz częściej, nie decydując się na ślub, taką decyzję tym, że w dzisiejszych czasach jest dla nich ważniejszym zachowanie szeroko pojętej autonomii, niż małżeństwo jako takie. Także coraz liczniejsze przykłady młodych małżeństw rozwodzących się po roku, czy zaledwie kilku latach wspólnego życia nie są przykładem, na którym można by się wzorować."

"Głównym argumentem wysuwanym przez osoby, którym nie spieszno by połączyć się węzłem małżeńskim jest możliwość "rozwiązania" wspólnych dotychczas losów z dnia na dzień - nie ma "zbędnych" formalności podczas trwania związku, można pójść w każdej chwili swoją drogą - bez przeżyć rozwodowych i "przepychanek" związanych na przykład z podziałem wspólnego majątku."


Powiedzcie mi proszę, gdzie w tych wypowiedziach jest miejsce na uczucie?
Związek dwojga ludzi z papierkiem czy bez, powinien się opierać na wzajemnej miłości, szczerości, zaufaniu a nie z góry zakładać rozstanie.

polinne
09-03-07, 21:51
Dlaczego ludzie biorą ślub, skoro jest im dobrze bez? Powodów jest kilka (ważność przypadkowa): presja rodziny, chęć posiadania dzieci - legalnych, chęć wyjścia za mąż - po prostu ( bo koleżanki już powychodziły), miłość szczera i autentyczna poparta wiarą w to, że tak będzie zawsze, łatwiej dostać kredyt na mieszkanie dwojgu niż w pojedynkę itd. Mam wrażenie, że w świętość małżeństwa mało kto wierzy, zważywszy na lawinowo rosnącą ilość rozwodów; ileż jest par żyjących z sobą bez miłości, ale z obrączką na palcu?
Co w sytuacji, gdy się kochają szczerze, ale jedno marzy o małżeństwie, a drugie nie chce go wcale? Minusem małżenstwa jest rutyna i lenistwo wynikające z przyzwyczajenia - dziewczynie kupuje się kwiaty z byle okazji, żonie z okazji Dnia Kobiet. Chłopakowi daje się całusa na ulicy, mężowi odmawia się nawet możliwości przytulenia w małżeńskim łóżku. Bez obrączki boimy się, że ukochana osoba odejdzie, z obrączką, że już nic więcej nas nie spotka.

selena
10-03-07, 09:14
Co w sytuacji, gdy się kochają szczerze, ale jedno marzy o małżeństwie, a drugie nie chce go wcale?

bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz.

Do powodów, dlaczego dwoje ludzi wstrzymuje się przed małżeństwem dodam jeszcze koszty ślubu i wesela. Wesele można zastąpić skromnym obiadem ale ślub kosztuje: obrączki, opłaty w kościele, fotograf, samochód, ubranie dla młodych, sama suknia to koszt ok 1000 złotych. To nie jest mała kasa.

Jurgi
10-03-07, 09:40
Wesele można zastąpić skromnym obiadem ale ślub kosztuje: obrączki, opłaty w kościele, fotograf, samochód, ubranie dla młodych, sama suknia to koszt ok 1000 złotych. To nie jest mała kasa.
A co, kościoła i księdza nie można zastąpić?
Mało kto o tym wie, ale nawet oficjalny Katechizm tego nie wymaga. Dla ważności ślubu koscielnego nie jest wymagany nawet ksiądz (choć zaleca się, a może nawet trzeba - z formalnych powodów potem to potwierdzić), a tylko obecność świadków i wypowiedzenie formuły. W uzasadnionych i nagłych przypadkach nawet obecność świadków nie jest konieczna.
Informacja o tym nie jest rozpowszechniana z oczywistych względów. :kasa:

selena
10-03-07, 10:13
A co, kościoła i księdza nie można zastąpić?
Mało kto o tym wie, ale nawet oficjalny Katechizm tego nie wymaga. Dla ważności ślubu koscielnego nie jest wymagany nawet ksiądz (choć zaleca się, a może nawet trzeba - z formalnych powodów potem to potwierdzić), a tylko obecność świadków i wypowiedzenie formuły. W uzasadnionych i nagłych przypadkach nawet obecność świadków nie jest konieczna.
Informacja o tym nie jest rozpowszechniana z oczywistych względów. :kasa:

Zaskoczyłeś mnie tą informacją o ślubie bez księdza.
W naszej tradycji już tak się utarło że ślub bierzemy w kościele, ksiądz błogosławi obrączki, które młodzi sobie zakładają przy świadkach i najważniejsze są te formalności potwierdzające.

Agulla
29-06-07, 09:08
My też długo czekaliśmy ze ślubem!!mieszkaliśmy sobie przez prawie 5 lat na "kocią łapę" i powiem że gdyby nie to że za pół roku pojawi się maleństwo to byśmy go wogóle nie brali!!

ritka
29-06-07, 12:27
im jestem starsza tym bardziej odchodze od tego wczesno-modzienczego podejcia e 'na co mi papierek'. jak ju wiem ze znalazam osob, z ktr chc by do koca ycia to powiem szczerze e nie mam absolutnie nic eby lubowa. bo bycie on to nie to samo co bycie dziewczyn/partnerk... no i chociaby ze wzgldu na wiele uatywie formalnych dla maestw!

natomiast tak jak napisaa moja poprzedniczka, a propos wzicia lubu ze wzgldu na dziecko, nie wiem czy ja sama bym si na to zdecydowaa. pewnie na przekr nie. tatusia i mamusie dziecko zawsze bdzie miao. niekoniecznie musz to by m i ona.

selena
29-06-07, 16:16
My też długo czekaliśmy ze ślubem!!mieszkaliśmy sobie przez prawie 5 lat na "kocią łapę" i powiem że gdyby nie to że za pół roku pojawi się maleństwo to byśmy go wogóle nie brali!!


Rozumiem, że chcecie by dziecko urodziło się z legalnego związku, ale jeśli mogę zapytać ... czy mające się urodzić dziecko było jedynym argumentem przemawiającym za ślubem, czy były też inne przyczyny, że zdecydowaliście sie na ślub?

rantes
30-06-07, 21:01
Nieco odwracając kota ogonem: skoro to tylko papierek, to w czym rzecz? Z góry zastrzegam, że nie jestem wierzący, po prostu zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ludzie nie podejmują tego jednego kroku dalej... Bo przecież korzyści z małżeństwa, chociażby materialne, są oczywiste - jeśli ktoś z nich rezygnuje, to musi mieć silniejsze powody.

selena
30-06-07, 21:42
Nieco odwracając kota ogonem: skoro to tylko papierek, to w czym rzecz? Z góry zastrzegam, że nie jestem wierzący, po prostu zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ludzie nie podejmują tego jednego kroku dalej...


We wcześniejszych wypowiedziach było podane kilka powodów, dlaczego niektórzy ludzie nie legalizują swoich związków.

rantes
01-07-07, 13:05
Przeczytałem już wczoraj te argumenty, tyle tylko, że nie bardzo pasują one do mojego pojmowania związku. Co to za argument "kochanie, nie pobierzemy się, bo w ten sposób będzie łatwiej się rozstać"? Rozumiem, że ślub i wesele to wydatek, ale przecież nikt nie każe kupować specjalnej sukni, robić wesela i w ogóle chyba - jeśli kogoś nie stać - jedynie obrączki byłyby wydatkiem, bo przecież zawsze można wziąć tzw. cichy ślub. Jeśli fantastyczna suknia, na którą nas nie stać, jest kontrargumentem dla ślubu, to co to by było za małżeństwo, które nie może się odbyć przez brak określonej sukni? Kwiaty też można kupić żonie częściej, niż tylko w Dniu Kobiet - sam fakt ślubu tego nie wyklucza.

Generalnie zmierzam do tego, że jeśli mówimy o legalizacji związku, to powyższe argumenty są jedynie potwierdzeniem, że nie mamy do czynienia z żadnym związkiem, a jedynie jego iluzją. Oczywiście, jeśli dwoje ludzi nie chce ślubu, to OK - nic mi do tego. Jeśli jednak któraś strona mówi o tym przynajmniej półsłówkami, a druga się wypiera, to moim zdaniem coś jest nie tak. Jeśli, jak pisałaś w pierwszym poscie, chodzi o "sprawdzenie się w różnych sytuacjach i upewnienie się czy potrafią być razem na dobre i złe", to w pewnym momencie wymigiwanie się od ślubu jest potwierdzeniem, że chyba jednak nie potrafią.

To jest oczywiście tylko moje subiektywne zdanie :)

selena
01-07-07, 14:54
Jeśli, jak pisałaś w pierwszym poscie, chodzi o "sprawdzenie się w różnych sytuacjach i upewnienie się czy potrafią być razem na dobre i złe", to w pewnym momencie wymigiwanie się od ślubu jest potwierdzeniem, że chyba jednak nie potrafią.


Wczesniej już wspomniałam, że nie widzę w życiu na kocią łapę nic złego, to jest wybór każdego z osobna, ale ...
Wiele młodych par nie zarzeka się ślubu, chce tylko zaczekać ze ślubem, upewnić się że podejmują właściwą decyzję. Wspólne mieszkanie przed ślubem pozwala na dokładne poznanie partnera a takie życie w dzień i w noc jest ku temu dobrą okazją.
Np. któreś z partnerów jest początkującym alkoholikiem czy narkomanem, może się z tym ukrywać a żyjac wspólnie pod jednym dachem z czasem wyjdzie to na jaw.
Inny przykład: jedno z partnerów jest bałaganiarzem, w domu mama sprząta za niego, koszulka spodenki uprane, uprasowane, obiadek podany pod nos, po obiedzie pozmywane i takiej wygody może oczekiwać od partnera, gorzej jak partner też oczekuje tego samego.
W takim kontekście widzę "sprawdzenie się w różnych sytuacjach i upewnienie się czy potrafią być razem na dobre i złe".

Przeczytaj też argumenty innych, nie tylko moje.

rantes
01-07-07, 17:38
No i tutaj się zgadzamy w 100%. Jeśli chodzi o sprawdzanie się - OK, jeśli zaczyna się odwlekanie - to nie jest OK. Wiem z autopsji, też odwlekałem, a dopiero po pół roku dotarło do mnie, że coś jest nie tak.

Przeczytałem argumenty innych, nie tylko Twoje i nie mimo, że wczytywałem się po kilka razy, nie dostrzegłem nic nowego. Uwierz mi, że w życiu na tzw. "kocią łapę" (skąd bierze się to wyrażenie?) też nie widzę nic złego. Po prostu się zastanawiam, dlaczego ludzie unikają tego kroku. Zakładam, że jeśli nie pada z żadnej stron pytanie, to nie ma probelmu i dyskusja jest bezcelowa. Jeśli jednak pada, a druga strona odpowiada "nie", to coś jest nie tak.

selena
01-07-07, 19:51
rantes
To są właśnie te inne argumenty, nie powracając już do kosztów ślubu i wesela a jeśli chodzi o osoby niewierzące to ślub cywilny może nie jest tak ważny jak kościelny z całą swoją otoczką.


Minusem małżenstwa jest rutyna i lenistwo wynikające z przyzwyczajenia - dziewczynie kupuje się kwiaty z byle okazji, żonie z okazji Dnia Kobiet. Chłopakowi daje się całusa na ulicy, mężowi odmawia się nawet możliwości przytulenia w małżeńskim łóżku. Bez obrączki boimy się, że ukochana osoba odejdzie, z obrączką, że już nic więcej nas nie spotka.


My też długo czekaliśmy ze ślubem!!mieszkaliśmy sobie przez prawie 5 lat na "kocią łapę" i powiem że gdyby nie to że za pół roku pojawi się maleństwo to byśmy go wogóle nie brali!!


a propos wzięcia ślubu ze względu na dziecko, nie wiem czy ja sama bym się na to zdecydowała. pewnie na przekór nie. tatusia i mamusie dziecko zawsze będzie miało. niekoniecznie muszą to być mąż i żona.


Po prostu się zastanawiam, dlaczego ludzie unikają tego kroku.

może nie unikają, tylko odkładają na później dla lepszego poznania się i upewnienia że to jest ten partner z którym chce sie spędzić całe życie. O wiele łatwiej rozejść się jeszcze przed ślubem jeśli coś w związku nie gra, niż później się rowodzić, szczególnie jak są już na świecie dzieci.

rantes
01-07-07, 20:58
No więc myślę, że się rozumiemy, tylko nie do końca rozumiemy to, co do siebie mówimy (i "wina" leży tutaj po obu stronach, prawdopodobnie bardziej po mojej).

Odkładanie rozumiem - ale odkładanie nie jest rezygnacją - samo w sobie nie jest więc powodem do dyskusji, bo oznaza jedynie przesunięcie w czasie. Odkładamy różne decyzje i ta akurat jest jak każda inna. Powody, które powyżej wymieniasz, jak już wspomniałem, przeczytałem wcześniej. Zauważ, że każdy z nich daje się spełnić w małżeństwie - poza łatwością odejścia. To, że dziecko zawsze ma tatę i mamę to truizm, ale tylko do momentu rozejścia się/rozwodu, potem zaczyna się walka. Jak już wcześniej ktoś pisał, rozwód jest trudniejszy niż proste stwierdzenie "no to idziemy, każdy swoją drogą", dlatego IMHO dobrze, gdy ludzie się pobiorą, bo nie podejmują pohopnych decyzji.

Wracając do punktu wyjścia: dopóki odkładanie ślubu jest testowaniem, to OK. Kiedy zaczyna być odmową - to moim SUBIEKTYWNYM zdaniem taki związek przestaje mieć sens. I jest to tylko i wyłącznie moje zdanie.

selena
01-07-07, 21:21
Biję się w piersi, że nie do końca Cię zrozumiałam, bez orzekania o winie obojętnie po której ona stronie leży.



... dopóki odkładanie ślubu jest testowaniem, to OK. Kiedy zaczyna być odmową - to moim SUBIEKTYWNYM zdaniem taki związek przestaje mieć sens.


Podsumowując ... moim zdaniem również. :)

jeleszcz
05-07-07, 17:11
A co, kościoła i księdza nie można zastąpić?
Mało kto o tym wie, ale nawet oficjalny Katechizm tego nie wymaga. Dla ważności ślubu koscielnego nie jest wymagany nawet ksiądz (choć zaleca się, a może nawet trzeba - z formalnych powodów potem to potwierdzić), a tylko obecność świadków i wypowiedzenie formuły. W uzasadnionych i nagłych przypadkach nawet obecność świadków nie jest konieczna.
Informacja o tym nie jest rozpowszechniana z oczywistych względów. :kasa:

Po kilku miesiącach nieobecności ,odżył wątek ślubu, a przy tej okazji przeczytałem post Jurgi, w którym widzę pewne „materii pomieszanie”.

I to pomieszanie –moim zdaniem-jest przyczyną szczerego zdziwienia seleny.

W protestantyzmie ,małżeństwo nie jest sakramentem, w kościele rzymsko-katolickim – jest.
Sakrament, nie jest darem księdza ,czyli ksiądz nie udziela ślubu ale jest wymagana jego obecność jako świadka gdy kobieta i mężczyzna udzielają sobie sakramentu małżeństwa.
Słowa „jest wymagana” kierują nas do małżeńskiego prawa kościelnego a jednocześnie opuszczamy w rozważaniach dziedzinę sakralnego (dokładnie – soteriologicznego) wymiaru aktu zaślubin.
Według tego prawa, istnieją dwie formy zawarcia małżeństwa: zwyczajna i nadzwyczajna.
Tylko ta druga, nie wymaga obecności księdza jako świadka i może ona wystąpić w dwóch przypadkach:
a)jeśli kapłan jest nieosiągalny
b)w niebezpieczeństwie śmierci jednej osoby
W obydwu przypadkach, muszą być świadkowie udzielania sobie wzajemnie sakramentu małżeństwa, bo musi być późniejszy( do miesiąca) akt uznania przez upoważnionego duchownego.
Innymi słowy - u Jurgi mieszają się dwa plany,dwie przestrzenie aktu zaślubin: prawa kościelnego i rzeczywistości sakramentalnej.Ta druga przestrzeń, istnieje tylko dla wierzących i nie ma nic wspólnego z kasą,plebanem itd.Możliwe ,że to pomieszanie nie jest jego autorstwa, tylko wynika z podwójnej natury ludzkiej wspólnoty religijnej :zewnętrznej,materialnej i widzialnej oraz wewnętrznej,duchowej jedności wierzących.

selena
05-07-07, 20:02
jeleszcz
Wielkie dzięki za wyjaśnienie kwestii "Ślub kościelny bez księdza" - wydawało mi sie to nieprawdopodobne, ale nie wchodziłam w dyskusję bo nie mogłam a raczej brakło mi czasu na znalezienie potwierdzenia bądź zaprzeczenia tego co napisał Jurgi.