PDA

Zobacz pełną wersję : Jak radzicie sobie z ludźmi ,którzy Was irytują, a na których jesteście skazani ;>



zina
19-04-07, 14:14
Temat brzmi może dość żartobliwie, ale sprawa jest jak najbardziej poważna.
Otóż: pracuję w zespole ludzi. Każdy z nas jest inny, uczymy się ze sobą egzystować przez te 8-10 godzin dziennie, dajemy radę. Nagle pojawia się nowa osoba, nowy pracownik. Z pozoru jest OK, nic się nie zmienia, jedna osoba więcej, co oczywiście wzbudza ciekawość, ale i nadzieję, że "zgra się" z nami. Niestety, z biegiem czasu okazuje się, że mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw. "dwóch światów". Człowiek bez poczucia humoru, natrętny, sztywny i mało pojętny, w dodatku drażniący/irytujący swoimi nawykami, zachowaniem, uwagami, a nawet tembrem głosu... no generalnie wszystkim.

Zadaję całkiem serio pytanie - jak sobie radzić z taką osobą w codziennej współpracy? Tak żeby nie sprawiać przykrości, nie dać odczuć antypatii i nie musieć myśleć o zmianie pracy, hihi ;) Znacie takie sytuacje? Może już je przerabialiście? Za porady typu - zwolnić go/zmienić pracę - z góry serdecznie dziękuję ;)
Podzielcie się historiami "z życia".

selena
19-04-07, 15:56
Większość ludzi ma w sobie to "coś" za co są pozytywnie odbierani i akceptowani przez otoczenie. Niestety są też osobniki, których nijak polubić się nie da.
Posłuże się przykladem z rodziny: od maleńkiego dziecka nie lubiłam i nie lubię swojej kuzynki, unikam jej jak mogę, ale jak to w rodzinie zawsze sie gdzieś natkniemy na siebie. Dodam że nie tylko przeze mnie nie jest lubiana.

Cóż można Ci poradzić? chyba tylko to by ograniczyć z nim kontakty do koniecznego minimum i mieć nadzieję, że z czasem się do Waszego zespołu dopasuje.

zina
20-04-07, 07:21
Oj, to z tym ograniczeniem tych kontaktów będzie ciężko - niewykonalne. Niestety, musimy się ze sobą cały czas komunikować, bo ta osoba jest moim bezpośrednim współpracownikiem. Ech... beznadzieja :(

MarcinM
20-04-07, 07:54
Zadaję całkiem serio pytanie - jak sobie radzić z taką osobą w codziennej współpracy? Tak żeby nie sprawiać przykrości, nie dać odczuć antypatii i nie musieć myśleć o zmianie pracy, hihi ;) Znacie takie sytuacje?

Sprawa jest prosta, kiedy chodzi o dwóch facetów. Można po prostu wpaść w jakiś konflikt, doprowadzić do jego eskalacji, dać sobie w końcu po mordzie i iść na piwo.

Ty Zina jesteś kobietą - nie mam pojęcia co mozesz zrobić. Chyba jest po prostu beznadziejnie :->

kiciaszara
20-04-07, 11:04
Osobiście jestem zbyt prostolinijna na jakiekolwiek gierki. Będąc raz w takiej sytuacji, wzięłam tą osobę na poważna rozmowę i powiedziałam jej co czuję. Po czym oświadczyłam, że oczywiście zawsze będę się do niej odnosiła z szacunkiem, ale żebyśmy raczej się ignorowali niż szukali jakiegoś kontaktu. Oczyściło to na tyle atmosferę, że nie wchodziliśmy sobie w drogę, jednocześnie byłam jedyną osobą, która była w stanie spokojnie rozmawiać z tym "delikwentem" na obowiązkowe tematy, inni mieli dużo więcej problemów.

zina
20-04-07, 14:56
MarcinieM - wiesz, ten Twój pomysł ma w sobie coś kuszącego... a mogę mu przywalić torebką? ;)

Kiciuszara - jasne, też już o tym myślałam. Szczera rozmowa pewnie by pomogła, ale jak tu komuś powiedzieć "wiesz, drażnisz mnie, nie potrafię się do Ciebie przekonać" - skoro ta osoba niczego złego mi nie zrobiła? Ech, czuję, że to się łatwo nie da z tym moim kłopotem...

I w dodatku, co gorsze, ta osoba jest mężczyzną. A ja, proszę Was moi drodzy, zawsze najlepiej dogaduję się z facetami. No co jest? Zachodzę w głowę. Może to te feromony albo inne geny :D

kiciaszara
21-04-07, 07:42
Może nie tak dosłownie trzeba te uczucia nazwać. ;-)
Ja powiedziałam, że przypomina mi kogoś, kogo szczerze nienawidzę i wiedząc jak bardzo jest to iracjonalne,to jednak, nie mogę mieć do niego neutralnego nastawienia, więc najlepiej omijać się szerokim łukiem, bo w innej sytuacji, nie odpowiadam za swoje zachowanie. ( nota bane, rzeczywiście tak było).
Potem skomplementowała go za jakąś tam sprawę, walnęłam tekst o szacunku i było po sprawie. Wiem, że uważał mnie za wariatkę, ale przynajmniej miałam spokój, a inni musieli znosić jego zatrute strzały. ;-)

zina
22-04-07, 12:59
Kiciu droga, chyba się skuszę. W poniedziałek z rana zaczynam. Bo chyba rzeczywiście tertium non datum.

Durden
25-04-07, 22:27
Człowiek bez poczucia humoru, natrętny, sztywny i mało pojętny, w dodatku drażniący/irytujący swoimi nawykami, zachowaniem, uwagami, a nawet tembrem głosu... no generalnie wszystkim.

Zadaję całkiem serio pytanie - jak sobie radzić z taką osobą w codziennej współpracy? Tak żeby nie sprawiać przykrości, nie dać odczuć antypatii i nie musieć myśleć o zmianie pracy, hihi Znacie takie sytuacje?

Zastanawiałem się kilka dni nad Twoim pytaniem. Przypomniałem sobie w tym czasie osoby , których nie byłem w stanie strawić z różnych powodów i zebrałem refleksje "po latach" hehe
I wiesz co, dochodzę do wniosku ,że wszystkie moje irracjonalne antypatie miały swoją genezę w MOICH kompleksach i słabościach. Kiedy ktoś mnie po prostu drażni, podchodzę do niego z ciepłą pobłażliwością. Ta osoba nie jest w stanie zakłócić mojej "wewnętrznej harmonii", po prostu spokojnie dalej "robie swoje". Spotkałem jednak istotki które "odrzuciłem na starcie", wyzwalały moja agresję i "kąśliwy język" samą swoją obecnością. Przypominam sobie, ze "pierwszą lekcję pokory" dostałem w momencie przypadkowego zamknięcia na kilka godzin z taką wywołującą gęsią skórkę osobą. I wiesz co..to nie ona była dziwna...tylko ja PASKUDNIE WYNIOSŁY...
Teraz kiedy poczuję taką antypatię, uśmiecham się d siebie i przeglądam się w niej jak w lustrze... Takie osoby pozwalają nam dostrzec Własną Małość

MarcinM
26-04-07, 06:56
Może to te feromony albo inne geny :D

No więc zanim sięgniesz po te wszystkie ciężkie działa, może spróbuj zatkać sobie nos?

W genach lepiej nie mieszać. Podobno DNA to skomplikowana struktura. Pamiętam nawet, że pewnej bezrobotnej zdażyło się źle zapamiętać DNA jednego posła-prawie-pracodawcy z Łodzi i głupia sprawia z tego wyszła.

zina
26-04-07, 07:31
Durden, racji sporo to ty oczywiście masz. I ja karnie głowę schylam, bo jakbym w lustrze się przejrzała. Tyle że absolutnie nic mi to nie pomaga :D bo z moim charakterkiem sama dojść do ładu nie umiem (to raz), a rzeczony człek, który mnie irytuje, okazuje się irytować nie tylko mnie, ale wszystkich nas w dziale (to dwa) - z czego wniosek, że problem niekoniecznie tkwi we mnie. Oczywiście staram się być miła i zagryzać zęby, staram się być mocno formalna i nie pozwalać sobie na uszczypliowści, ale wewnętrznie wszystko mnie aż trzęsie. I serio- to pierwsza taka sytuacja w moim życiu, a przecież nie jestem nastoletnią siksą ;)

kiciaszara
26-04-07, 17:37
Nie zgodzę się z Duredenem. Ja osobiście staram się dawać wszystkim duży kredyt zaufania i szacunku, ale są osoby, których poprostu nie toleruję.
W związku z tym nie będę stawała na każdym rogu ulicy, by o tym głośno mówić, ale nie będę też pokornie chylić głowy. Ja sama podejrzewam, a nawet mam pewność , że w niektórych osobach wzbudzam antypatię, ale to mi wcale w niczym nie przeszkadza i uważam, że każdy ma prawo do swoich odczuć. Jeśli kogoś nie lubię, to nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła do zmiany moich odczuć, bo one są bardzo subiektywne i niesprawiedliwe z założenia.
Tak jak nie można dyskutować o gustach, tak samo nie można oceniać odczuć. One z założenia są iracjonalne. Gdyby Zina złapała tego kolegę na jakimś racjonalnie nieprzyjemnym zachowaniu np.kradzieży dałaby mu to odczuć i już. A tak musi znaleźć sposób, by nie urażając za mocno jego uczuć, uchronić siebie i jego przed wybuchem niekontrolowanych emocji.
Nie ma nic gorszego jak taka skrywana antypatia. Obie strony wyczuwają ją przez skórę i atmosfera powoli przeradza się w prawdziwą wrogość.
Czy ta antypatia bieże się z naszych kompleksów czy też ze słabości, jej istnienie jest rzeczywiste i wpływające bardzo destrukcyjnie na nasze samopoczucie. Osiągnąć harmonię z samym sobą jest bardzo trudno, ale wydaje mi się, że jedną z podstaw tego stanu jest pogodzenie się z własnymi ograniczeniami. Czyżbyś osiągnął stan , w którym jesteś gotowy polubić każdego ?

zina
27-04-07, 13:13
Kiciuszara najgorsze jest to, że w sumie już złapałam tego kolegę... na oszustwie. Może i małego kalibru, ale zawsze. Wygarnęłam mu wszystkie uwagi i zastrzeżenia co do jego zachowania, ale z pozycji udzielania rady (choć podszytej nerwami) - bardzo starałam się uniknąć otwartej kłótni. Oczywiście powiedziałam o oszustwie, na którym został złapany.
Niby wszystko wyjaśnione, ale już raczej się do niego nie przekonam. Atmosfera jest ciężka, ale chyba tylko ja ją odczuwam, bo dla niego to tak jakby "było, minęło". A mnie jego osoba nadal drażni i irytuje... W dodatku - jest straaasznie nudny i zasypuje nas (w większości kobiety) obleśnymi aluzjami. Dawanie mu czegokolwiek do zrozumienia w tej materii nie przynosi rezultatu. Człowiek niby wykształcony, światły humanista, a tu... ech, szkoda gadać. I co? Guzik z pętelką jak się okazuje. Nie pozostaje mi naprawdę nic innego jak zaciskanie zębów. Trudno. W końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i słowa dotrzymał :D

Durden
28-04-07, 21:59
kiciaszara napisała:

Czy ta antypatia bieże się z naszych kompleksów czy też ze słabości, jej istnienie jest rzeczywiste i wpływające bardzo destrukcyjnie na nasze samopoczucie. Osiągnąć harmonię z samym sobą jest bardzo trudno, ale wydaje mi się, że jedną z podstaw tego stanu jest pogodzenie się z własnymi ograniczeniami. Czyżbyś osiągnął stan , w którym jesteś gotowy polubić każdego ?

Nie da się cofnąc czasu Weronka,hehe Nie da się polubić każdego

Moim żywiołem jest walka. Kiedy coś wpływa destrukcyjnie na moje samopoczucie to staram sie to wyeliminować. Utrzymywanie w sobie antypatii do kogoś, doprowadzi tylko do eskalacji mojej flustracji i wytrąci z rytmu w którym chciałbym żyć i pracować. Warto poświęcić odrobinę energii i oczyścić swój umysł z negatywnych emocji.
Nie potrafię zmieniac innych osób, ale potrafię znieniac swoje nastawienie do nich.
Nie chciałbym być gołosłownym...opowiem więc coś , czego doświadczyłem ostatnio.

Od roku utrzymywaliśmy bliskie kontakty z sąsiadami. Michała określałem mianem zaradnego małżonka (prał, prasował, sprzątał, gotował), uroczego konformisty... Do momentu kiedy drogą pantoflową dotarła do mnie jego wulgarna krytyka mojej osoby. Zagotowałem się na kilka dni. Ten sam Michał stał się teraz dla mnie męskim synonimen
plotkarskiego pantofla (obgadywał,prał, prasował, sprzątał, gotował), chorągiewki nie mającej własnego zdania. Zreflektowałem się, że zaczynam "mieć na niego alergię" i nie czułem się z tym dobrze. Po dłuższym zastanowieniu, dotarło do mnie, że tak naprawdę to zabolał mnie fakt wulgarnego obgadania z ust kumpla od piwa. To nie on się zmienil tylko moje nastawienie do niego. A przecież skoro miał ochotę to mógł mówić co tylko chciał, nie powinno mnie to obejść. Każdy z nas ma jakieś lepsze i gorsze dni. Teraz ponownie myślę o nim ciepło, ale "wspólne piwo już nie wchodzi w grę". Mogę kogoś szanować nawet za inność i słabości, co nie oznacza że nie będę chronił siebie przed fałszem i zranieniem.
Jest tyle naprawdę ważnych spraw w życiu, nie wolno nam przywiązywać wagi to błachostek

kiciaszara
30-04-07, 05:24
Teraz ponownie myślę o nim ciepło, ale "wspólne piwo już nie wchodzi w grę".
I tu jest pies pogrzebany. Ty możesz unikać bliższych kontaktów z sąsiadem, z namolnym kolegą z pracy, jest to trudne. Dlatego taka zdecydowana rozmowa jest potrzebna. Nie żeby chodować w sobie antypatię, ale żeby o niej zapomnieć. Jestem osobą na ogół spokojną i uprzejmą dla wszystkich, ale pomyliłby się bardzo ten, który usiłowałby coś na mnie wymusić. Na agresję słowną, odpowiadam agresją, a ponieważ należę do "dwóch światów" potrafię to zrobić i mocno i dosadnie.

Jest tyle naprawdę ważnych spraw w życiu, nie wolno nam przywiązywać wagi to błachostek
Podpisuję się pod tym obiema rękami. Obroną przed uwikłaniem się w takie głupie zatargi jest ignorowanie zaczepek. Sąsiadów jak i rodziny się nie wybiera, ale nie zawsze trzeba ich kochać. Wystarczy unikać bliższych kontaktów.