PDA

Zobacz pełną wersję : Powiedzieć czy nie?



selena
31-05-07, 14:10
Nie będę sie rozpisywać, bo czas mnie goni, ale bardzo proszę o waszą opinię w niżej opisanym temacie.

Młody człowiek, mąż, ojciec, właściciel firmy jest chory, zostało mu niewiele życia.
Lekarze nie mówią mu prawdy obawiając się, że chory załamie się i straci siłę do walki z chorobą biorąc pod uwagę, że jest jeszcze nadzieja na wyzdrowienie pacjenta.
Rodzina chciałaby by przed śmiercią pozałatwiał swoje ziemskie sprawy, zanim jest w stanie to zrobić.

Powstał dylemat: czy powiedzieć choremu prawdę, czy nadal ją ukrywać?
Dodam, że chory na dzień dzisiejszy nie wie że jest śmiertelnie chory, po prostu ufa lekarzom, którzy trzymają go w przekonaniu, że wyciągną go z choroby.

RRybak
31-05-07, 14:19
Troszkę nie rozumiem. Jest nadzieja, czy nie. Jeśli jest, to znaczy, że chyba nie jest *śmiertelnie* chory?
Z mojego otoczenia wiem, że takie choroby ukrywało się raczej przed współmałżonką, współmałżonkiem - sam zainteresowany zawsze wiedział. Nie wiem na ile osoba ta może się załamać - mimo choroby w końcu nie wolno doprowadzić do czegoś okropnego, jak chociażby samobójstwo. W zależności od stopnia znajomości tej osoby i jej wytrzymałości psychicznej należałoby ocenić do czego jest skłonna.
Osobiście, ja bym chciał wiedzieć - chociażby właśnie po to, by pozałatwiać wszystkie sprawy, nie obciążać rodziny, pożegnać się ze wszystkimi i pozostawić "w miarę miły ślad". No i skorzystać z czasu który mi pozostał, zrealizować swoje marzenia nim będzie bardzo za późno..

selena
31-05-07, 14:25
Z wyników badań wynika, że nie ma dla niego ratunku, ale lekarze twierdzą że zawsze istnieje jakaś szansa na wyzdrowienie, póki co zlecono ponowne, bardziej szczegółowe badania potwierdzające bądź wykluczające wstępne wyniki.

stilgar
31-05-07, 15:14
gdybym to ja byl powaznie chory, chcialbym byc pierwsza osoba, ktora sie o tym dowiaduje, a nie ostatnia!

mysle, ze lepiej jest sie przygotowac, wiedzac o tym co sie dzieje.

czyli uwazam, ze lepiej mu powiedziec

macol
31-05-07, 15:32
Powiedzieć!! Nie wiem, jak to jest możliwe, ze lekarz mu tej wiedzy nie przekazuje... imo lekarz powinien ponieść jakieś konsekwencje...

Sam pewnie zareagował bym agresywnie, gdyby się okazało, ze lekarz nie podzielił sie zemną wiedzą na temat mojej choroby, a z kimś innym, nawet z rodziny.

selena
31-05-07, 16:19
Powiedzieć!! Nie wiem, jak to jest możliwe, ze lekarz mu tej wiedzy nie przekazuje... imo lekarz powinien ponieść jakieś konsekwencje...

Nie przesadzasz? o jakich konsekwencjach Ty mówisz? rozumiesz to, że lekarz próbuje go wyleczyć a nie jeszcze wpędzić go w dołek psychiczny.



Sam pewnie zareagował bym agresywnie, gdyby się okazało, ze lekarz nie podzielił sie zemną wiedzą na temat mojej choroby, a z kimś innym, nawet z rodziny.

Piszę o tym, że lekarze obawiąją się że chory podda się chorobie, znają jego stan psychiczny i dopóki chory nie zna całej prawdy jest w nim siła walki z chorobą.

case
31-05-07, 17:54
Wcześniej czy później chory dowie się, że był okłamywany i może mieć wtedy do wszystkich żal. Ale decyzje o poinformowaniu go o tym skoro nie zrobił tego lekarz powinni podjąć najbliżsi. Nie pytaj obcych, którzy nie znają człowieka.

selena
31-05-07, 19:15
Nie pytaj obcych, którzy nie znają człowieka.


Dla mnie ten chory człowiek też jest obcy, bo to znajomy mojej koleżanki.
Zastanawiałam się jak ja bym postąpiła, gdybym była kimś bliskim tego chorego ... i nie wiem, dlatego dałam ten wątek pod dyskusję na Forum.

Widzisz coś w tym złego?

case
03-06-07, 14:09
Dla mnie ten chory człowiek też jest obcy, bo to znajomy mojej koleżanki.
Zastanawiałam się jak ja bym postąpiła, gdybym była kimś bliskim tego chorego ... i nie wiem, dlatego dałam ten wątek pod dyskusję na Forum.

Widzisz coś w tym złego?

Spytałaś o zdanie na ten temat to odpowiedziałem. Z Twojego pierwszego postu nie wynika czy jesteś obca dla tej osoby czy nie tak więc mogłem założyć, że to Ty masz taki problem. Moja odpowiedź była wg mnie jedynie dobrą radą.
Ostatni raz piszę w Twoim topicu bo widzę nadajemy zupełnie na innych falach ;)

kwesoly
03-06-07, 20:13
Ja chciałbym wiedzieć, mimo to trudno powiedzieć czy poinformowanie chorego nie byłoby gorsze niż nic nie mówienie mu. Bo że milczenie/okłamywanie jest złe to nie mam wątpliwości.

selena
03-06-07, 21:16
Ostatni raz piszę w Twoim topicu bo widzę nadajemy zupełnie na innych falach ;)


Ze wszystkich moich wątków na Forum ten jest jedynym, w którym Ty sie wypowiedziałeś, ale każdy następny wątek możesz pomijać szerokim łukiem skoro moje "fale" mają cie zalać.


Odnośnie chorego ... za kilka dni będą szczegółowe wyniki i wówczas zapadnie decyzja lekarzy o sposobie leczenia, wtedy też chory ma zostać poinformowany o stanie swojego zdrowia.

Dziś na odwiedzinach, chory był radosny, żartował, snuł plany za przyszłość, na miejscu jego żony nie miałabym odwagi powiedzieć mu co go czeka.
Swoją droga dobra z niej pozerka, że się nie zdradzi.

doderic
03-06-07, 22:01
Dziś na odwiedzinach, chory był radosny, żartował, snuł plany za przyszłość, na miejscu jego żony nie miałabym odwagi powiedzieć mu co go czeka.
Swoją droga dobra z niej pozerka, że się nie zdradzi.

Nie rozumiem, jak mogła wytrzymać w tym samym pokoju, znając prawdę.
Choć z drugiej strony może to właśnie tak działa: na początku nic nie powiedziała, a teraz cokolwiek powiedzieć jest coraz trudniej - ciężko przyznać się do kłamstwa.

W każdym razie mam nadzieję, że ostateczne wyniki będą jednak pomyślne i, że facet nadal będzie optymistycznie patrzył w przyszłość.

Krzysiek
04-06-07, 06:54
Powiedzieć czy nie. IMHO bardzo dużo zależy od tego jaki jest to typ człowieka, optymista czy pesymista, czy lubi wyzwania, jaki ma stosunek do samego siebie i wiarę w samego siebie.

Kiedyś byłem w troszkę podobnej sytuacji. Ja chciałem wszystko wiedzieć od razu, jako pierwszy, jak najszybciej, jak najdokładniej. Dzięki temu:

1. Zacząłem zgłebiać "tajniki" organizmu, umysłu i żywienia, oczywiśce wybiórczo, skupiając się tylko ona tych, które mogłyby okazać się pomocne w mojej sytuacji
2. Zacząłem jak najszybciej wprowadzać powyższe rzeczy w życie
3. W tym samym czasie przygotowałem się psychicznie na to, że może zostać mi niewiele czasu, ale nie musi i to "nie musi" w dużej mierze zależało ode mnie
4. Niezwykłe, jak na mnie, ale uporządkowałem swoje życie i wykorzystywałem świadomie i konsekwentnie każdą jego minutę, zgodnie z wytyczonym planem
5. Przygotowałem się fizycznie i psychicznie do operacji i wszystkiego, co z tym związane (szczególnie różnych rzeczy po)
6. Zrezygnowałem z pojęcia "nadzieja" - trzeba być świadomym możliwych kolei losu i przygotować się na wszystkie z nich.

Mnie się udało. To tak w wielkim skrócie.
Jeszcze jeden fakt, myślę, że bardzo znaczący w mojej sytuacji - kilkanaście dni przed operacją, dowiedziałem się także, że w drodze jest moje drugie dziecko. Myślę, że to również wpłynęło na moją psychikę tak, że nawet podświadomie cały czas walczyła o przetrwanie, bo od mojego "być, albo nie być" zależała też jakość życia dwóch małych istotek.

selena
04-06-07, 08:52
Od dawna byłam przekonana, że lepsza najgorsza prawda niż niepewność. W takiej sytuacji jak ten chory wolałabym nie wiedzieć co mnie czeka, do czasu jak już będą dokładne wyniki potwierdzające diagnozę lekarza.
Każda choroba to stres dla chorego i w/g mnie to lekarz początkowo nie powinien informować chorego o jego stanie zdrowia. Dopiero jak podejmie decyzję o sposobie leczenia (wyniki badań, niekiedy konsultacja z innym lekarzem), wówczas chory powinien wiedzieć co mu dolega i jak ma wyglądać jego leczenie.


doderic żona chorego znosi to dzielnie, jest w stałym kontakcie z lekarzem i stosuje się do jego wskazówek. W szpitalu robi dobrą minę do złej gry dla dobra chorego męża, rozkleja się jak wyjdzie od niego, mobilizuje się jak wraca do domu do dzieci. Podziwiam ją.

doderic
04-06-07, 09:14
doderic żona chorego znosi to dzielnie, jest w stałym kontakcie z lekarzem i stosuje się do jego wskazówek. W szpitalu robi dobrą minę do złej gry dla dobra chorego męża, rozkleja się jak wyjdzie od niego, mobilizuje się jak wraca do domu do dzieci. Podziwiam ją.

Tak szczerze, to dochodzę do wniosku, że nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji. Powiedzenie prawdy choremu od początku może go zniszczyć psychicznie i utrudnić późniejsze leczenie. Poza tym jeśli nie ma jeszcze wszystkich badań, to obraz jest niepełny i rozpoczyna się "gdybanie".
Z drugiej strony niemówienie o niczym może spowodować, że chory przestanie ufać lekarzowi i najbliższym, no i wymaga od bliskich, którzy wiedzą, na prawdę dużej siły psychicznej, żeby ciągle robić "dobrą minę".
Dlatego uważam, że należy powiedzieć choremu prawdę jak najszybciej się da. Jednak odpowiedni moment: czy to będzie zaraz na samym początku, czy też w momencie, kiedy znane są wszystkie wyniki, zależy od tego, jak chory może na prawdę zareagować. I to chyba najbliżsi, którzy znają osobę, i którym ona ufa, są najlepszymi ludźmi do podjęcia decyzji "kiedy powiedzieć?".
Tak więc rozumiem, czemu podziwiasz tę kobietę i myślę, że decyzja jaką podjęła (o niemówieniu od początku) mogła być jak najbardziej słuszna.

-----

Najważniejsze, że ona przy nim jest i go wspiera, że chce dla niego najlepiej, i się o niego troszczy. Że go Kocha.

selena
04-06-07, 09:25
Jednak odpowiedni moment: czy to będzie zaraz na samym początku, czy też w momencie, kiedy znane są wszystkie wyniki, zależy od tego, jak chory może na prawdę zareagować. I to chyba najbliżsi, którzy znają osobę, i którym ona ufa, są najlepszymi ludźmi do podjęcia decyzji "kiedy powiedzieć?".
Tak więc rozumiem, czemu podziwiasz tę kobietę i myślę, że decyzja jaką podjęła (o niemówieniu od początku) mogła być jak najbardziej słuszna.

-----

Najważniejsze, że ona przy nim jest i go wspiera, że chce dla niego najlepiej, i się o niego troszczy. Że go Kocha.



Żona wspólnie z lekarzem podjęli decyzję o niemówieniu choremu prawdy zanim lekarz nie upewni sie w swojej diagnozie.

Lekarz notabene bliski znajomy rodziny też dobrze zna charakter chorego.

Piotrek
04-06-07, 12:48
Skoro prowadzi firmę powinien być przynajmniej odrobinę zaradny i trzeźwomyślący i prawda przekazana od razu mogłaby wzbudzić w nim chęć działania. A teraz każda prawda może być zła. Gdyby ktoś mu powiedział o jego sytuacji, mogłby poczuć się oszukany ... i przez to bardziej osamotniony co mogłoby wpłynąć na jego psychikę, która w takich okolicznościach powinna być twarda jak głaz.

Jestem zdumiony za każdym razem gdy słyszę lub czytam, że rodzina czy lekarz podejmują decyzję o tym, by nie mówić choremu o jego stanie. Przecież nauka, medycyna (też ta alternatywna) znają mnóstwo przypadków wyzdrowienia z najcięższych chorób ... (ew. "cudowne uzdrowienie")... najczęściej wywołanych przez głęboką wiarę, motywację, wydarzenie, które sprawia, że człowiek w głębi uświadamia sobie, że musi żyć dla kogoś (tak jak w przypadku Krzyśka) ...

Mimo, że jestem z lekarskiej rodziny, wiem, że wyrok śmierci wydany przez lekarza - "jest Pan smiertelnie chory, zostało panu niewiele czasu, proszę pozałatwiać swoje sprawy" nie jest wcale końcem i sytuacją beznadziejną. Jest wiele alternatywnych metod, bioenergoterapia, medytacja z samoleczeniem, zioła, zdrowa żywność, zmiana diety... ale musi być to wspomagane chęcią, koncentracją na każdej sekundzie, która została i wypełnieniu jej czynnym staraniem o wyleczenie.

Osobiście wolałbym wiedzieć o swojej chorobie od samego początku. Nawet jeśli okazałoby się, że nie jest tak zle jak początkowo sądzono, chciałbym wiedzieć by mieć więcej czasu na zebranie się do kupy i walkę...oraz po to by móc później usłyszeć ...."jednak Pańskie wyniki są lepsze niż początkowo zakładaliśmy"... i kamień spadł mi z serca.

selena
10-06-07, 21:02
Szczegółowe wyniki potwierdziły, że nie jest to zwykły guz mózgu tylko nowotwór złośliwy glejak. Konsylium lekarskie zadecydowało operację, dla niego inna forma leczenia nie wchodzi w grę.

Chory dowiedział się co mu dolega, zawalił się jego świat, dwa dni lekarze próbowali wyciszyć jego organizm. Wypisał się ze szpitala, załatwia swoje sprawy, na samą wzmiankę o klinice i operacji wpada w szał. W nocy nie śpi, budzi i przytula żonę, całuje dzieci, płacze jak małe dziecko ... jest po prostu załamany.

Agulla
29-06-07, 09:15
W podobnej sytuacji był ojciec mojej koleżanki ze studiów, z tym że on mial 2 wylewy, po drugim był w śpiączce, potem jak się obudził był sparaliżowany. Zdawał sobie sprawę z tego że dobrze z nim nie jest, poddał się...nic nie pomagało, nie chciał jeść, ćwiczyć, przyjmować leków:(
I nagle coś w nim pękło i poddał się wszystkiemu co lekarze kazali. Od tego momentu minęły 3 miesiące, człowieka wraca malutkimi krokami do zdrowia!!Jest szansa że odzyska sprawność ruchową w 90%!!

Także myślę że temu panu, o którym mowa w temacie, powinien mieć swoją chwilę kiedy pęknie i pewnie dotrze do niego że jeśli nie sprubóje leczenia to na dobrą sprawę może się położyć i czekać...

selena
29-06-07, 16:47
Także myślę że temu panu, o którym mowa w temacie, powinien mieć swoją chwilę kiedy pęknie i pewnie dotrze do niego że jeśli nie sprubóje leczenia to na dobrą sprawę może się położyć i czekać...

W przypadku tego chorego w grę wchodzi tylko operacja, ma już wyznaczony termin coś w połowie lipca. (nie wiem dokładnie kiedy).

selena
20-07-07, 07:06
Chory o którym mowa wyżej zmarł podczas operacji.

RRybak
20-07-07, 09:23
Przykre.. :(

Ale widziałaś, że jednak coś go tknęło na koniec.. Człowiek chce pozałatwiać wszystko i zostawić jak najlepszy ślad..
Warto rozmawiać.. zawsze...

selena
20-07-07, 20:50
Chory był świadomy co go czeka i chyba przeczuwał swoją śmierć, bo z tego co wiem to na pierwszy rzut pozałatwiał swoje ziemskie sprawy a dopiero potem podpisał zgode na operację, której niestety nie przeżył. :sad:

kancia77
25-05-08, 22:03
Ja bym powiedziała, ma prawo wiedzieć

//A ja bym proponował ograniczenie używania wielkich liter i rozpoczęcie stosowania znaków interpunkcyjnych. Macol

selena
25-05-08, 22:21
Ja Bym Powiedziała Ma Prawo Wiedzieć


Chory, o którym mowa dowiedział się najpóźniej jak to było możliwe i była to słuszna decyzja podjęta przez jego żonę.