PDA

Zobacz pełną wersję : Sympatyczna pani Basia



WebLion
26-12-04, 03:07
Sympatyczna pani Basia, czyli zaufanie ponad wszystko.

Występują:
Przesympatyczna pani Basia
Pani Zuzanna W.
Pracownicy pewnego Banku w Toruniu

Spotkanie po latach

28 marca 2002 p. Zuzanna rozpoczęła pracę w jednej z toruńskich firm z kapitałem zagranicznym. Dwa miesiące później, w jednym z toruńskich banków otworzyła rachunek, na który wpływało wynagrodzenie za pracę. Formalności związane z założeniem konta wzięła na siebie sympatyczna p. Basia, która jak się dowiedziałem z czasem, była koleżanką p. Zuzanny. Znały się jeszcze z czasów, kiedy p. Zuzanna jako młodziutka Zuzia stawiała pierwsze kroki w życiu zawodowym.

Konto w Banku zaczęło funkcjonować w maju. W regulaminie Banku, czarno na białym było napisane, iż po trzech miesiącach stałych wpływów można rozpocząć korzystanie z debetu w ramach konta (do tysiąca złotych). Miesiąc sierpień był zatem wyjątkowo odpowiedni, gdyż dzieci do szkól trzeba przygotować, a dodatkowy grosz zawsze się przydaje. Szkolnictwo podstawowe i gimnazjalne mamy niby darmowe, ale aby rozpocząć naukę to i ze dwie, trzy stówki trzeba na jedno dziecko przygotować...

Od czego ma się przyjaciół

Pewnego pięknego czerwcowego dnia p. Basia powołując się na wewnętrzne ustalenia Banku, zapytała p. Zuzannę, starą znajomą, czy może w ramach jej konta pożyczyć na jeden miesiąc tysiąc złotych. Według p. Basi istniał w Banku przepis, na mocy którego mogła ona w razie zgody klientki-koleżanki zaciągnąć tzw. debet koleżeński*.

Pani Zuzanna, dobra i wrażliwa kobieta nie wnikając w szczegóły, zaufała starej koleżance z dawnych lat i zgodę wyraziła. Skoro ona i tak musi czekać do sierpnia to dlaczego koleżance - pracownicy Banku - kasy nie pożyczyć... Skoro ona może, to niech skorzysta. Umówiły się, że owy tysiąc znajdzie się na koncie p. Zuzanny tuż przed wpłynięciem najbliższego wynagrodzenia.

Zniesmaczenie

Nadszedł sierpień. Pani Zuzanna, poinstruowana przez sympatyczną panią Basię, zwróciła się pisemnie do Banku o zgodę na korzystanie z debetu w ramach konta.
Kiedy w umówionym terminie rozpatrzenia pisma, p. Basia oznajmiła iż Bank zgody nie wyraził, zniesmaczona p. Zuzanna odeszła z przysłowiowym kwitkiem. Kolejny bowiem wniosek o wyrażenie zgody mogła napisać za miesiąc. Cóż było robić - wrzesień miesiącem wydatków, więc trzeba było pożyczyć kasę na książki i zeszyty dla dzieci z innego źródła. Pożyczyła od znajomych.

Za miesiąc sytuacja powtórzyła się kropka w kropkę. Tym razem jednak p. Zuzanna zapytała dlaczego spotyka się z odmową skoro wpływy na konto ma powyżej tysiąca złotych. W odpowiedzi usłyszała, że Bank zawiesił udzielanie debetów w ramach konta, gdyż klienci nie spłacają debetów, a tym samym powodują straty Banku. Pani Basia dorzuciła jeszcze kilka swoich komentarzy, a zdegustowana pani Zuzanna dała sobie spokój z ubieganiem się o debet w ramach konta. Z odpowiedzi sympatycznej p. Basi wywnioskowała, że wszelkie próby i tak spalą na panewce, więc nie będzie się stresować.

Jesienią p. Zuzanna zauważyła, że koleżanka Basia wypłaca jej około 30 - 40 złotych mniej niż powinna otrzymać. Nie zapytała jednak sympatycznej p. Basi o ten stan rzeczy, gdyż pomyślała, że wymagający szef potrąca jej z pensji lub może mniejsza kwota wypłaty wynika z jakiś potrąceń naliczanych przez firmową finansówkę. Postanowiła wyjaśnić to w pracy.

Rozczarowanie

Minął jednak kolejny miesiąc, a p. Zuzanna nie znalazła w natłoku zajęć czasu, aby wyjaśnić potrącenia. Kiedy udała się do Banku po kolejną wypłatę, sympatycznej p. Basi, która zawsze ją obsługiwała, tym razem w pracy nie zastała. Podeszła więc do pierwszego wolnego okienka, usiadła i... dobrze zrobiła, że usiadła.
Poprosiła jak co miesiąc o wypłatę. Pani z uśmiechem na buzi wypłaciła jej około 200 (słownie: dwieście) złotych. Pani Zuzanna lekko zmieszana zapytała, dlaczego kasjerka wypłaca jej jedynie "końcówkę" wypłaty. W odpowiedzi usłyszała, że przecież tylko tyle jej się należy, gdyż reszta pokryła... debet.
- To chyba jakieś nieporozumienie - powiedziała p. Zuzanna - przecież ja nie mam debetu, ponieważ Bank odmówił mi udzielenia debetu w ramach konta/rachunku...

Jakież było zdziwienie p. Zuzanny, kiedy okazało się, że zgodę na debet Bank wyraził już bardzo dawno. Nawet potrącenia odsetkowe naliczano! Tu wyjaśniły się 30 - 40 złotowe potrącenia z pensji.
- A gdzie jest p. Basia - zapytała poszkodowana p. Zuzanna.
- Już u nas nie pracuje - odpowiedziała jedna z pań pracujących w Banku.

Jedyne, co jeszcze wyksztusiła z siebie p. Zuzanna to stwierdzenie - "ja chyba zostałam oszukana"...

W finale p. Zuzanna sama musiała chodzić za przesympatyczną panią Basią i prosić się o swoje pieniądze. Co zrobił Bank? W zasadzie poza debilnym w tym przypadku słowem "przepraszam", wypowiedzianym przez jedną z pań pracujących w Banku, nic. No przepraszam... Panie z Banku zadzwoniły do swojej byłej koleżanki, przesympatycznej p. Basi i nakazały oddać pieniądze.
[gromki wybuch śmiechu!]

Podsumowanie

1. Pani Zuzanna została oszukana przez pracownicę Banku, a więc w efekcie końcowym przez Bank;
2. Przesympatyczna pani Basia pieniędzy w umówionym terminie nie oddała, a co więcej korzystała z debetu pani Zuzanny, za którego korzystanie płaciła ta druga;
3. W związku z dwoma powyższymi punktami nasuwa się wniosek, iż pani Zuzanna została zwyczajnie okradziona (brak zwrotu pożyczki jak również straty wynikające z opłat za korzystanie z debetu);
4. Bank poza "przepraszam" nie uczynił nic, aby wyjść z tzw. twarzą z tej niemiłej sprawy - żadnego zadośćuczynienia dla pani Zuzanny, żadnych konsekwencji wobec sympatycznej pani Basi, żadnej odpowiedzialności...

Z moich ustaleń wynika, że przesympatyczna pani Basia pracuje teraz w innym banku. Czy aby ponownie nie korzysta z koleżeńskiego debetu?

__________________
Choć imię jest zmienione to jednak historia pani Zuzanny jest prawdziwa.
Prawdziwe jest również imię sympatycznej pani Basi.
Nazwę Banku chwilowo pominąłem - kto wie, może tylko chwilowo...

Pani Zuzanna ;) ma wyjątkowo dobre serce - nie chciała sprawy nagłośnić, gdyż to całe chodzenie i składanie zeznań...
Zgodziła się na opublikowanie tego tekstu. Może, kiedy przeczyta Wasze głosy zmieni decyzję odnośnie Banku i sympatycznej pani Basi, która oddała jedynie tysiąc złotych. Odsetek niestety nie.
Pani Zuzanna ma bardzo dobre serce - przecież pani Basia też ma rodzinę, męża pracującego za granicą i musi utrzymać drogi samochód...

(* proszę tego nie komentować - kiedy ktoś jest wyjątkowo zapracowaną osobą to nie ma czasu na analizowanie "wewnętrznych przepisów Banku", a ponadto można w końcu zaufać starej koleżance).

piotrg
26-12-04, 09:38
Ja myślę, że p. Zuzanna powinna pójść pójść na policje. W momencie gdy takie p. Basi się popuści to ona wytnie komuś taki sam numer w innym banku. Co prawda pani Basia prawdopodobnie jest nie karana więc dostała by tylko zawiasy... Ale wątpie czy którykolwiek bank chciałbym aby jego pracownica miała wyrok w zawieszeniu za oszustwa finansowe... I pani Basia była by załatwiona na cacy.

Siriah
04-01-05, 00:08
Moim zdaniem - TO THE HELL! z p. Basią oczywiście...
spaprać jej życie ile się da.