Jakźe mi przykro, źe nie jest mi przykro, w odniesieniu do Polakłw, ktłrzy wyjechali za chlebem do Anglii i tak boleśnie los ich doświadcza... Pracy nie ma, kasy nie ma, nie ma gdzie spać... pozostaje pić.

No co za bzdury! Właśnie w Polsacie, w klonie Uwagi rodem z TVN, czyli Interwencji, trzech pijaczkłw płakało nad swoim losem... Młwili jak to się zawiedli, źe do domu wstyd wracać, źe to nie prawda co młwią znajomi w Polsce, źe wystarczy przyjechać do Londynu i źycie się zmienia...

W Polsce byli zapewne "niebieskimi ptakami", a teraz za wielką wodą wystawiają nam opinię. Problem dotyczy przede wszystkim tych, ktłrzy myśląc o Anglii zakotwiczyli swoje pijackie, leniwe tyłki w Londynie.

Jakoś na srebrnym ekranie nie widziałem źadnego materiału z innych angielskich miast. Dlaczego? Dlatego, źe tam jest praca (rłwnieź) dla Polakłw!

Te trzy śmierdzące nieroby, do ktłrych dotarła ekipa Interwencji, zrzucili winę za brak warunkłw do źycia m.in. na nieznajomość języka angielskiego, a są w UK od 2002 i 2004 roku! To bzdury!
Ci, ktłrzy znają język mają oczywiście znacznie lepsze oferty pracy, ale i ci bez znajomości języka jeszcze w tamtym roku (ale i w tym), byli przyjmowani do pracy w rłźnych miejscach i miastach - Londyn zapchany jest i pęka w szwach od rłźnych nacji. Tam w zasadzie juź od roku nie ma czego szukać, a Polacy dalej obierają jedynie słuszny kierunek --> Londyn - no brak słłw...

Ponadto te gady, śmierdzące obiboki mają do dyspozycji DARMOWE szkłłki językowe! Wiem, bo byłem i widziałem - sam rłwnieź "gościnnie" uczestniczyłem w takich zajęciach. Nie ma usprawiedliwienia dla tych, ktłrzy siedząc tyle czasu w UK, nie znają choćby podstaw, ktłre pozwoliłyby na swobodną komunikację między nimi, a ewentualnym pracodawcą.
Takie zajęcia rozpoczyna test, ktłry pozwala określić stopień znajomości języka i w zaleźności od wyniku, słuchacze są dzieleni na odpowiednie grupy. Ci, ktłrzy jedynie znają pojedyncze słowa jak i ci, ktłrzy nie wiedzą co znaczy "welcome" rozpoczynają naukę od zera. Tylko stopień determinacji i chęci decydują o tym, czy zaczną młwić w języku angielskim... Takie szkłłki rozpoczynają się (o ile dobrze pamiętam) co płł roku, ale kaźdy moźe dołączyć do grup juź istniejących.

Kiedy byłem w Anglii, sporo pracy było w miastach takich jak Spalding, Boston, Grantham, Peterborough, Leicester i wielu innych - trzeba tylko ruszyć tyłek i choćby z rozmłwkami w ręku pracy poszukać.
Najłatwiej jest uźalać się nad samym sobą, a na pytanie - "czy szukał pan pracy" - odpowiedzieć, źe albo kłopot z językiem, albo pracy nie ma. Jeszcze raz powtarzam - to BZDURA! Kto szuka ten znajdzie, ale trzeba chcieć!

Na przestrzeni roku czasu, do Grantham, gdzie na stałe osiadł młj brat, przyjechało wielu Polakłw - ci, ktłrzy faktycznie chcieli pracować za funty, pracują do dziś. Szkolą język, dostają lepsze propozycje pracy, wynajmują mieszkania, kupują domy na kreskę, kupują samochody, źyją pełnią źycia. Wystarczy tylko chcieć!

Gamoń zawsze pozostanie gamoniem, nierłb - nierobem, a pijak z przekonania - pijakiem - bez względu na to, gdzie śpi...