A ja Wam zazdroszczę, bo jestem już stara i nie mam ferii, a zimowe resztki urlopu wykorzystuję na czas między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem... Ale jak byłam młodsza, to urządzaliśmy sobie rodzinne zimowiska w górach. Jeździliśmy do Wisły, wynajmowaliśmy domek. W dzień jeździliśmy na nartach lub sankach (na czym kto chciał i potrafił :P), wieczorami chodziliśmy na góralskie ogniska z pieczeniem kiełbaski (dla dzieci) i grzańcem (dla dorosłych) :P Podczas tygodniowego pobytu raz jechaliśmy zawsze kuligiem (koń był dla nas dzieciaków największą atrakcją z całego wyjazdu ) i zawsze mieliśmy też konkurs na najlepsze igloo (budowaliśmy po 3 osoby). Ech, to były czasy!!